RECENZJE

„CHAM”, CZYLI WIEŚ NIE TAKA JAK JĄ MALOWALI.

Jeśli XIX- wieczna wieś jawi się wam jako zapyziała, zacofana, zabita dechami, zabobonna, przymierająca głodem, tępa, to koniecznie czytajcie Orzeszkową.
Jeśli jesteście przekonani, że dawniej wszyscy bohaterowie umierali z tęsknot, żalu lub porzucenia, a na pewno tak czynił główny bohater/ka ,czytajcie „Chama”.
Jeśli pozytywizm to dla Was znojna praca u podstaw, która nie ma sensu, chłop i tak pozostanie głupi, czytajcie „Chama”.


Tak dałam się złapać w sidła. „Nad Niemnem” czytałam dawno, jeszcze w szkole i zachwytów może nie było, ale dałam radę. Wpisało się ono w tematykę rozrachunków popowstaniowych i ciagło się przez długie i zawiłe, mimo że piękne opisy. Nie zrozumcie mnie źle, gdy macie dwa tygodnie na przeczytanie lektury (z tych grubszych) i masę innych lekcji, projektów, sprawdzianów (jestem tym pokoleniem, które miało niezapowiedziane kartkówki i zapowiedziane sprawdziany) to chcielibyście by taką lekturę szybko się czytało. A tu klops.

A czemu ja do „Nad Niemnem” tak tu pije? Bo pewnie większość z Was (tak jak ja) na tym tytule rozpoczęło i zakończyło przygodę z twórczością Orzeszkowej. Bo też ta powieść nie zachęca do powrotów do klasyki. Dlatego też, uważam, że „Cham” byłby dobry na podmiankę. Niedużych gabarytów książka, którą czyta się szybko, ale daje do myślenia i długo kołacze się po głowie. Tematów w niej moc.

Mamy tu wieś nad Niemnem i zaledwie kilku bohaterów, ale to zupełnie wystarczyło autorce by wszystko wywrócić do góry nogami.

To wieś zasobna, czysta i schludna. Choć daleko tu do idylli, są małe i duże smutki (śmierć dziecka, padnięte bydło), to czarna rozpacz tu nie dominuje. Każdy tu ciężko i uczciwie pracuję, każdy ceni to co ma, a bywają i tacy co się bogacą. Chłopi mają swą mądrość praktyczną, „czytają” pogodę, są samowystarczalni. Nie przymierają głodem. Nie klepią totalnej biedy. Nie toną też w alkoholu. Są bogobojni, ale nie czołobitnie. Wystarczy żyć dobrze i zgodnie z wiarą. Nie ma tu fanatyzmu religijnego czy zabobonu. Zaskoczył mnie stosunek mieszkańców do „obcego/innego”. Zamiast strachu jest akceptacja. Jeśli nie wadzisz nikomu możesz odstawać od reszty.

„Chama” można nazwać jedną z lepszych powieści psychologicznych w literaturze polskiej, a na pewno najlepszą jaką czytałam. Sylwetki dwójki głównych bohaterów Franki i Pawła są niesamowicie nakreślone. To postacie dynamiczne, zmieniające się z czasem, ale w ramach swych cech wyjściowych. Paweł jest stały w swym postanowieniu, zmienia jedynie środki, które maja go doprowadzić do celu. Franka jest od samego początku rozdygotana wewnętrznie, niestabilna, z czasem trochę się uspokaja (odpowiedzialność za dziecko?), ale nadal nie posiada stałych podstaw.

Paweł to włościanin, wdowiec, rybak na Niemnie. Stoik wśród chłopów. Żuje dostatnio, lubi swój fach, uznawany za odludka, ale akceptowany przez wszystkich, jak może to pomaga innym w wiosce. Nie uznaje się za gorszego, bo jest chłopem. Chętnie chce się uczyć czytać. Franka to uboga mieszczanka (materialnie i chyba nie tylko, biedniejsza od Pawła ), która tuła się po służbie. Ma wysokie mniemanie o sobie, jest krnąbrna, dumna, zero pokory. Majątek roztrwoniony przez rodziców, brak wychowania i złe wzorce postępowania, to składa się na tę pokręconą duszę. Ma stereotypowe mniemanie o chłopach i Paweł, tak odbiegający od tego wzorca, fascynuje ją. Jest jak dziecko, lubi się bawić i szuka nowych podniet, ciężka praca nie dla niej. Zmienia się nieco, gdy sama zostaje matką. Zdaje sobie wtedy sprawę z tego, iż jest zależna od łaski Pawła. Psychicznie nie jest do końca zrównoważona. Bluzga chłopów dlatego, że tak się robi, ale tak naprawdę oni są ponad nią. Orzeszkowa pokazuje tu jak bezsensu jest sztywny podział na stany i związane z tym stereotypowe ocenianie ludzi.


Kolejnym novum jest w „Chamie” ukazanie związku Pawła i Franki. Jest to miłość trudna, wymagająca, niejednoznaczna. Dla Pawła to coś między obowiązkiem, obietnicą, odpowiedzialnością, wytrwaniem za wszelką cenę w swym postanowieniu. Wybacza, nie ocenia, nie rozpacza. Jak już wspomniałam to stoik. Franka jest bardzo rozchwiania emocjonalnie, podziwia Pawła, ale szybko się nudzi. Czuje jego moralną wyższość nad sobą. Zazdrości, że mu to tak łatwo przychodzi. Ona ma jakby dwie natury, które na zmianę dochodzą do głosu. Czy to jest miłość, czy bardziej przywiązanie do starszego, mądrzejszego opiekuna? Ciężko orzec, co siedzi w sercu Franki. Z pewnością nie rozumie postępowania Pawła, który wybacza jej wszystkie przewiny, nawet tę najgorszą, ostatnią. Choć zakończenie nie jest do końca pomyślne, to brak tu tak typowego fatalizmu.

Mam wrażenie, że nie wyczerpałam jeszcze wszystkich aspektów tej powieści. Cały czas jednak uważam, by nie zdradzić Wam za dużo, a ni za mało. Choć to jedna z tych powieści, o której można godzinami, a im dalej od czytania, tym więcej się w głowie kotłuje. Dlatego byłaby z niej ciekawsza lektura szkolna.



Zainspirowana (tym) czytaniem do:
przeczytania biografii Orzeszkowej
powrotu do „Nad Niemnem”, gdy nie trzeba się spieszyć z czytaniem.
przeczytania „Pani Bovary”

***

Do przeczytania „Chama” Orzeszkowej skusiłam się w ramach akcji czytania utworów tej autorki zimą organizowanej na instagramie. Prowodyrką całego zamieszania pod hasłem #zimazorzeszkowa jest @pyza.pruska, autorka bloga pierogipruskie.pl a wspólnie z Tarniną (Czytam to i owo ) prowadzą cykl „Piknik z klasyką”, którego tematem tym razem jest właśnie „Cham”.



„Cham” Eliza Orzeszkowa, e-book, wolnelekury.pl (Zasób opracowany na podstawie: Eliza Orzeszkowa, Cham, nakł. Gebethner i Wolff, Warszawa 1932)

RECENZJE

UCZEŃ ARCHITEKTA, CZYLI O XIV-WIECZNYM STAMBULE

Shafak zdecydowanie lubię. „Uczeń architekta” to kolejna książka tej autorki po, którą miałam okazję przeczytać, tym razem w ramach bookstagramowej akcji Oli z @book.z.tobą #bookiswiata.

Tym razem trafiamy do XVI-wiecznego Stambułu za czasów Sulejmana, jego syna i wnuka. Czytelnik śledzi losy i perypetie Dżahana chłopca, opiekuna białego słonia i ucznia słynnego architekta Sinana. Razem z nim przybywamy do miasta i trafiamy do ogrodów i przypałacowego zoo sułtana. Jesteśmy jednocześnie tak blisko i tak daleko od władzy. Dżahan, sprytem i zrządzeniem losu trafia tam, gdzie nie jego miejsce, musi szybko nauczyć się jak być kornakiem (fachowym opiekunem słonia) i pilnować, by nie wydała się jego tajemnica. Z czasem okazuje się, że nie tylko on ma tajemnice, warte ukrycia. Dzięki tym zabiegom, poznajemy Stambuł od środka, od kuchni. Jesteśmy świadkami powstawania wielkich budowli, poznajemy mechanizmy i ludzi sprawujących władze. Zaglądamy do dzielnic biedoty, poznajemy problemy z jakimi zmaga się miasto.

Shafak świetnie oddaje koloryt miasta, jego mozaikowość rasową, etniczną, językową, religijną. Potrafi oddać ducha starego Stambułu, miasta, które zachwyca i odstrasza jednocześnie. Świetnym przykładem jest Hagia Sofia, piękna i monumentalna, do której murów „poprzyklejały” się nędzne rudery biedoty, istna samowolka budowlana. To Stambuł bajeczny, ale też okrutnie realistyczny, autorka nie boi się ukazywać skaz i pęknięć. Mieszka tu bardzo zabobonna społeczność, którą bardzo łatwo kierować, gdy się wie za które sznurki pociągać. Kasta kapłanów doskonale sobie z tym radzi. Trochę mi to naszego Faraona przypominało.

Poznajemy też pracę ówczesnych architektów ich wiedzę, możliwości i ograniczenia. Umiejętne lawirowanie między tymi, którzy mają władzę, może okazać się istotne, zarówno jeśli chodzi o nasze życie, jaki i pozwolenie na budowę.

Shafak potrafi ukazać różne oblicza mistyki Wschodu, w taki sposób, by Europejczyk choć trochę otarł się o próbę zrozumienia tej odmiennej kultury.

I pomyśleć, że pretekstem do powstania tej historii było pewne zdjęcie…

„Uczeń architekta” Elif Shafak, wyd. Znak, tłum. Jerzy Kozłowski, 2016r.

RECENZJE

KRÓLESTWO ZŁOTYCH ŁEZ, CZYLI CZEGO MOGĄ NAS NAUCZYĆ PRADAWNI MIESZKAŃCY AMERYKI POŁUDNIOWEJ.

Kolejna hybryda za mną. Tym razem mam tu połączenie beletrystyki z reportażem historyczno – archeologicznym. Historię podboju Inków przez hiszpańskich konkwistadorów poznajemy z trzech perspektyw. Zaczynamy do genezy – co skłoniło Pizzara i jego kompanów do wyruszenia w nieznane? W drugiej części poznajemy Inków, zwiedzamy miasta, poznajemy wierzenia, obrzędy, kulturę, organizację państwa, ustrój. Zakończeniem jest opis podboju, postępowania z tubylcami, mentalność i motywacji konkwistadorów.

To co od razu uderza to kontrast między zachowaniem „cywilizowanych” Europejczyków, a postawą „prymitywnych” ludów podbitych.

Mimo, iż niektóre z inkaskich zachowań mogą dziwić (parady z mumiami zmarłych królów), to gdy się pozna całą kulturę, powody ich zachowania, pozostaje podziw dla tej cywilizacji. Największym zarzutem pod adresem najeźdźców jest żądza bogactw, która przesłoniła chęć poznania i zrozumienia Inków. Wszystko co inne, nie pasujące do europejskiej cywilizacji zostało zniszczone bezmyślnie. Konkwista – szerzenie siłą jednej i słusznej wiary, zaślepiała tak, że nie było mowy o nauce i pokojowej asymilacji czy wymianie wiedzy.

A właśnie od pradawnych plemion i cywilizacji Ameryk mogliśmy się sporo nauczyć, kto wie może gdybyśmy dobrze słuchali wtedy, nie stalibyśmy przed kryzysem klimatycznym teraz.
Inkowie dostosowywali swą gospodarkę do geologii kraju. Zakładali pola tarasowe na zboczach i je nawadniali wodą spływającą z gór, siali kilka roślin razem, zapobiegając wyjałowieniu pól, używali nawozu ptasiego (guano), dbając o ptaki i ich siedliska, i równomiernie rozdzielając nawóz między gospodarstwa. Gromadzili żywność i artykułu pierwszej potrzeby na wypadek klęsk.
Jak wynika z zachowanych wspomnień i dzienników Hiszpanie byli pełni podziwu dla czystych szerokich ulic i dziwił ich brak biedaków i żebraków wśród Inków.

To tylko kilka lekcji, w książce jest ich cała masa. Na tym tle konkwistadorzy jawią się jako barbarzyńska banda pragnąca złota, wina i uciech cielesnych. Pojedyncze zachwyty nad dokonaniami inkaskimi szybko tłumiła żądza pieniądza (wyrywano złote gwoździe z drewnianych wrót świątyni, przetapiano złote przedmioty, by były łatwiejsze w transporcie).

Książkę, mimo upływu czasu, czyta się bardzo dobrze. Kosidowski to mój ulubiony autor, przybliżający tematykę odkryć archeologicznych. To zawsze bardzo wyważona narracja prezentująca stan badań w momencie pisania. To powoduje, że książki jego autorstwa nie starzeją się znacząco, wymagają jedynie uzupełnienia o współczesny stan badań. Są świetne na początek przygody z archeologią i historią bo niesamowicie rozbudzają wyobraźnie. Autor pokazuje jak na bazie odkrytych szczątek i artefaktów można budować historię o żywych ludziach. Można się poczuć jak Indiana Jones.


„Królestwo złotych łez”, Zenon Kosidowski, wyd. ISKRY, 1979r.